Dożynki 2014: Renata Wilczek i Bernard Szuba starostami święta plonów
24 sierpnia 2014
Wybory Samorządowe 2014
7 listopada 2014

Każdy ich krok i spojrzenie przywraca wspomnienia, a starym murom przywraca dawną świetność. Znów słychać tu gwar, śmiech dzieci, głos nauczycieli, nauki polonistki – pani Mercik, wezwanie na obiad, froterowanie podłóg. – To było piękne dzieciństwo – mówią wychowankowie byłego domu dziecka, jaki po wojnie działał w pałacu w Krowiarkach.

Dziś spotkali się po raz trzeci, po kilkudziesięciu latach. Przywieźli zdjęcia, wspomnienia, stare albumy. Z pietyzmem stawiali każdy krok na zakurzonych, zniszczonych podłogach, do oczu napływały im łzy, a głos wiązł w gardle, gdy wspominali dzieciństwo spędzone w domu dziecka. Jeszcze raz przeszli po ruinach, które niegdyś były ich domem, zaglądali ze śmiechem w dziurki od klucza, powtarzali czynności, jakie wykonywali, bo należały do ich obowiązków. – Tu były sypialnie chłopców, na tej scenie odbywały się próby chóru, a tu, widzi pani, stała choinka. Przechodziła aż na następne piętro przez otwór w suficie. Były na niej prawdziwe świeczki na takich klipsach, a my biegaliśmy po schodach i z wierzchołka podkradaliśmy cukierki – wspominają pani Irka, pan Roman Stark – organizator spotkania oraz jego siostra.

W Krowiarkach spotkało się dziś 18 wychowanków. – To roczniki od 1939 do 1948 – mówi pan Roman, Pan Józef Solich pokazuje stare zdjęcie ojca, Austriaka, który wraz z żoną go adoptował. Opowiadając, jak zobaczył swoich nowych rodziców, nie potrafi powstrzymać wzruszenia. Pani Irena z bijącym sercem wchodzi do Sali Białej. – Jak to teraz wygląda… – załamuje ręce widząc zniszczone ściany i sufity, opiera się o rusztowanie podtrzymujące strop. Z koleżanką wspomina, jak dzieciaki wydostawały się przez okno i po gzymsie przechodziły do drugiego pokoju. Tych wspomnień starczy na kilka grubych tomów – mówią.

– Tutaj mieszkały dzieci różnych narodowości, cygańskiej, austriackiej, niemieckiej, nawet koreańskiej. Nierzadko było tak, że w czasie wojny musiały chwycić za broń, na swoim sumieniu mają ofiary – dodaje pan Roman. – To były trudne dzieci, a pierwszy człowiek, który tu był dyrektorem, nie poradził sobie z tym zadaniem. Jego następca stawił czoła zadaniu. Zorganizował nam piękny byt – mówi. – Najlepsze dzieciństwo, jakie każdy z nas mógł mieć w tym czasie, nie mając rodziny – wspominają wszyscy obecni na spotkaniu.

Źródło: www.naszraciborz.pl
Autor zdjęć: Roman Stark
Autor: Kamila Besz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − 11 =